Szkoła Programowania w Leżajsku

Szkoła Programowania w Leżajsku

Umiejętność programowania to umiejętność rozwiązywania problemów – nie tylko tych technicznych. Programowanie bywa nazywane „trzecim językiem”, który – obok języka ojczystego – warto znać, aby zrozumieć współczesny świat i zachodzące w nim zmiany.

“Wszyscy w tym kraju powinni nauczyć się programować komputer, ponieważ to uczy człowieka jak myśleć” – powiedział kiedyś Steve Jobs.

Gotowanie wody

Dynam.IT 2019 – wybuchowa konferencja programistyczna w Krakowie

W dniu 17 sierpnia 2019 w Krakowie, wzięliśmy dział w “wybuchowej” konferencji Dynami.IT, która odbyła się w klimatycznych murach Browaru Lubicz. Browar Lubicz jest działającym browarem i mogliśmy przy okazji pozwiedzać i zobaczyć produkcję piwa.

To była pierwsza edycja konferencji programistycznej DynamiT. Mieliśmy porównanie z prowadzoną od kilku lat konferencją programistyczną Rzemiosło.IT w Rzeszowie i musimy przyznać, że organizacja Dymam.IT przebiegła równie sprawnie co Rzemiosła Rzeszowie. Z pewnością weźmiemy udział w następnej, żeby uczestniczyć w naprawdę ciekawych prelekcjach. Kraków nie jest przecież aż tak daleko :)

Do wyboru były dwie ścieżki – HARD i SOFT. W ścieżce Hard było “samo programistyczne mięso – bez cenzury, a w ścieżce SOFT “luźnie spojrzenie na programowanie”.
Generalnie obraliśmy wersję soft, bo akurat tematy nam przypasowały, ale nie mogliśmy opuścić pierwszej prelekcji Jarosława Pałki w ścieżce Hard.
Jarka już słuchaliśmy w Rzeszowie i jego wystąpienia przypadły nam do gustu. Mówi ciekawie, a jego teksty i spojrzenie na świat programowania dają do myślenia. Po prelekcji Jarka zeszliśmy na dolną część browaru i wysłuchaliśmy: Dominiki Zając, Iwony Klubowicz, Anity Przybył, Jarka Stadnickiego, Michała Michalczuka, Marką Błędowskiego i dosłownie szalony team Maćka Nowaka i Marcina Drobika. Na koniec odbył się wykład Maćka Korsana, który przyjechał do nas aż z Białegostoku.
Prelekcje były naprawdę interesujące i nie sposób wszystkiego opisać.

W pamięci najbardziej utkwił pokaz “Boiling Water – the hard way” Maćka i Marcina. Zaprezentowali Bajlator 2000 czyli system do gotowania wody sterowany głosowa za pomocą radiotelefonu. Prawda, że kosmos? :)

To był super dzień w którym nabraliśmy dużo fachowej wiedzy od najlepszych. Życzę ekipie Dynamita sukcesów i organizacji kolejnych super konferencji programistycznych.

W sobotę wybieramy się trzyosobową ekipą Sarzyniaków na HackYeah do Warszawy. Będzie to 24 godzinne kodowanie i łamanie zabezpieczeń informatycznych.

HackYeah to największy stacjonarny hackathon w Europie . To trwający 24 godziny festiwal informatyczny, na którym wiele osób zbierze się w grupach liczących do 6 osób, aby kodować i tworzyć rozwiązania zadań. Oprócz części programistycznej jest też konferencja i mnóstwo zabawy!

Piotr i Marcin

Wyjście Marcina na Tarnicę

“Patrząc z góry wokoło, świat wydaje się lepszy”

Naszym zdaniem Bieszczady to najpiękniejszy zakątek naszego kraju. W tamtym roku Marcin dokonał niemożliwego, zdobył górę Smerek (1 222 m n.p.m) – najwyższy szczyt połoniny Wetlińskiej. O tym wydarzeniu można przeczytać tutaj.

Po wyjściu na Smerek, postanowiliśmy zdobyć kiedyś Tarnicę ( 1 346 m n.p.m) – najwyższy szczyt Bieszczad. Zdawałem sobie sprawę z tego, że nie będzie łatwo. Minął rok, wakacje już się kończyły, a sobota za sobotą mijała. W końcu pokonanie Tarnicy zaplanowaliśmy na ostatni dzień wakacji 31 sierpnia. Sami byśmy tego nie zrobili, potrzebowałem wsparcia, bo gdyby coś się wydarzyło trzeba byłoby Marcina znieść z góry…  ale na przyjaciół zawsze można liczyć.

Piątek
W ekipie czteroosobowej: ja, Marcin, Grzesiek i Kuba, wyruszyliśmy po pracy w kierunku Ustrzyk Górnych. Plan był następujący: w piątek na polu namiotowym – rozkładamy namioty, kolacja, ognisko. Rano – śniadanie, pokonanie góry i do Cisnej. W Cisnej – rozkładamy namioty idziemy na kolację, świętujemy zwycięstwo i w niedzielę – wracamy.

Zatrzymaliśmy się na polu namiotowym w Bereżkach. Miejsce wręcz idealne na spędzenie noclegu. Dużo miejsca, super sanitariaty, ciepła woda i brak jakiegokolwiek zasięgu GSM.

Po rozłożeniu namiotów, przygotowaliśmy ognisko. Mieliśmy do zjedzenia pyszne skrzydełka, przygotowane przez teścia, i kiełbasę na ognisko.

Miłą niespodzianką był przyjazd Adasia. Ogar odpalił swojego czerwonego rumaka, przybył spędzić z nami wieczór i zdopingować nas do działania. Przez kilkadziesiąt minut Adam grał i śpiewał turystyczne piosenki, a akompaniował mu Kuba na drugiej gitarze. Musiał być naprawdę super klimat, bo mieliśmy gości, których zwabił dźwięk gitar. Przed północą położyliśmy się spać.

Sobota
Ranek w Bieszczadach to coś niesamowitego. Góry jeszcze we mgle, ale już docierały promienie słoneczne. Zrobiliśmy wspólnie jajecznicę, kawę i pożegnaliśmy się z Ogarem. Czas na pokonanie Tarnicy.

Do Wołosatego dotarliśmy samochodem. Zostawiliśmy naszych synów przed punktem kasowym i z Grzesiem zaprowadziliśmy samochód na parking. Krzyż na Tarnicy było widać doskonale. Słońce już dokuczało, na szczęście – większość trasy to las. Kilka zdjęć na tle góry i do przodu.

Początek dosyć łatwy, Marcin pędził jak czarny rumak, co chwila musiałem mu mówić, żeby zwolnił.

Co kilkaset metrów odpoczywaliśmy. Wiedzieliśmy, że w połowie drogi jest spora wiata na odpoczynek. Gdy dotarliśmy do niej, zrobiliśmy sobie dłuższą przerwę. Telefony powyłączane, bo tylko ukraiński provider się zgłaszał. Ludzie nas wyprzedzali, ktoś zwrócił się do Marcina i powiedział: „No! Szacunek!”.

Robiliśmy po drodze zdjęcia i krótkie filmiki. Wody w plecakach ubywało. Bardzo strome podejścia… W głowie miałem słowa Szalka, który Tarnicę zna doskonale: „Może Marcin mieć ciężko, bo są dwa bardzo trudne podejścia.”. Czekałem na podejścia i najgorsze było przy wyjściu z lasu. Naprawdę same skały i trzeba było dobrej asekuracji, a ja wiedziałem już, że wyjście jest łatwiejsze niż zejście na tym odcinku. Udało się. Wyszliśmy z lasu na otwarty teren, gdzie słońce napieprzało jak oszalałe. Tu odpoczynek i schodami na grań. Paskudne te schody, chociaż nie wiedziałem w sumie, czy dla Marcina są lepsze, czy gorsze. Radził sobie doskonale. Może ciężko w to uwierzyć, ale kondycję miał najlepszą z naszej czwórki. Kuba też sobie nieźle radził jak na pierwszy raz. Trochę musieliśmy go motywować, ale widać było, że największa motywacja dla Kuby to pomoc Marcinowi. Dzięki, Kuba.

Dotarliśmy do przełęczy Krygowskiego. Marcin zmienił przepoconą koszulkę na koszulkę z hasztagiem #jedynatakaszkola. Przed nami ostatnia prosta i będziemy na szczycie. Trudne podejście, na początku – schodami,  później po sporych kamieniach. Usłyszeliśmy Grzesia: „ Ej, to już tu chłopaki!”.

Szczyt

Stanęliśmy na szczycie Tarnicy! Wyjście trwało 3 godziny 10 minut. Podziękowałem Kubie i Grzesiowi i przytuliłem Marcina. Staliśmy tak chwilę bez ruchu, bo zdawaliśmy sobie sprawę, jaki trud musiał pokonać. Jeszcze kilka lat temu nawet nie marzyliśmy o tym, że będziemy razem chodzić po górach. Że będziemy zdobywać szczyty i podziwiać razem piękno Bieszczad! To była dla mnie najpiękniejsza chwila tych wakacji.

Porobiliśmy kilka zdjęć. Marcin jako lokalny patriota – z flagą Nowej Sarzyny. Odpoczęliśmy, zjedliśmy przygotowany wcześniej posiłek i zaczęliśmy schodzić do Wołosatego.

Jeszcze dobrze nie zaczęliśmy schodzić, a na szczyt wspinał się Baca z żoną i córką. Ucieszyliśmy się z takiego spotkania. Porozmawialiśmy chwilę i na dół. Minęła nas jakaś rodzina i powiedziała: „Sarzyniaki to się wszędzie spotkają.“. Prawdopodobnie następny ziomek schodził. Przytaknęliśmy, ale byliśmy tak skoncentrowani, że naprawdę nie poznałem, kto to był. A szkoda. Pod górę wychodził jakiś pan w kurtce ratownika górskiego, popatrzył na Marcina i powiedział: „To się nazywa siła charakteru. Podziwiam i gratuluję!”. Motywują nas takie teksty, naprawdę.

Schodzimy dalej. Nawet jakoś idzie, ale bałem się tego odcinka przy wejściu do lasu. Usiedliśmy na chwilę. Obok nas grupa Ślązaków, którzy rozmawiali ze sobą głośno z charakterystycznym akcentem. Polewali sobie wódkę. Nie wierzyłem w to, co widzę. Ludzie schodzą z Tarnicy w upalny dzień i piją z kieliszka gorzałę. Twardziele. Naprawdę.

Do skraju lasu dotarł Baca, wykorzystałem okazję i poprosiłem o asekurację Marcina przez ten 20 metrowy odcinek. Udało się i Marcin bezpiecznie to pokonał.

Schodzenie było męczące, ale nie takie złe, jak sobie wyobrażałem. Bez większych niespodzianek dotarliśmy do końca szlaku.

Byliśmy zmęczeni, ale zadowoleni. Samochodem pojechaliśmy po wyschnięte namioty do Bereżek. Sprzątnie i szybko do Cisnej. Zameldowałem nas, rozłożyliśmy namioty i poszliśmy z Marcinem zjeść kolację do Siekierezady.

Krótka rozmowa ze średnio miłą barmanką, zamówiłem lokalne piwo i wziąłem jadłospis.

Ceny oczywiście kosmiczne, piwo ciepłe. Siekierezada jest jednak przereklamowana. Postanowiliśmy z Marcinem zmienić lokal. Wybór padł na lokal “U Bacy”, przy głównej ulicy. Zamówiliśmy placki po góralsku. Dotarli do nas Grzesiu z Kubą. Naprawdę fajny wieczór, kiedy przy piwku można podsumować tak wspaniały dzień. Ciekawe jest to, że w tym samym czasie Natalia zdobyła Świnicę (2 301 m n.p.m) w Tatrach Wysokich.

Zrobiliśmy zakupy i już pod namiotem kończyliśmy “nocne Polaków rozmowy”.

Niedziela

Rano zimny prysznic i na pyszne śniadanko do “Trolla”. Żal było zostawiać Bieszczady. Dumni jednak z siebie – postanowiliśmy, że wrócimy tu niebawem.

Podsumowanie

Ten wyjazd i zdobycie najwyższego szczytu Bieszczad wiele dla nas znaczy. O tym, jak wielka to rzecz, może wiedzieć tylko ten, kto zna Marcina, jego problemy z chodzeniem i wychodził kiedyś na Tarnicę z Wołosatego. Chcemy bardzo podziękować za pomoc, asekurację i towarzystwo Grzesiowi, Kubie i Bacy, a Ogarowi za miły wieczór i motywowanie. Dla mnie osobiście to spełnienie marzeń, że mogę z synem zdobywać szczyty i podziwiać piękno Bieszczad. Czas spędzony z synem i z Wami na polu namiotowym, szlaku i szczycie Tarnicy to najpiękniejsze chwile tego roku.

Krótkie migawki filmowe nagrane smartfonem z tego wyjazdu:

Ekipa z Nowej Sarzyny w Bieszczadach