"Władza imponuje tylko małym ludziom…"- Ks. Kard. Stefan Wyszyński

Wybory samorządowe

Wrzesień 16th, 2014 Posted in Nowa Sarzyna, Pit | Brak komentarzy »

wyboryW listopadzie wybierzemy władze samorządowe – po raz pierwszy według nowej ordynacji wyborczej. Radni naszego miasta i gminy zostaną wybrani w jednomandatowych okręgach wyborczych. Radnych powiatów i województwa wybierać będziemy według dotychczas obowiązującej ordynacji proporcjonalnej.
Wybory samorządowe odbędą się 16 listopada, ewentualna druga tura burmistrzów odbędzie się dwa tygodnie później.

Nie zmieniam swojego zdania na temat władzy w naszej gminie i powiecie. Uważam, że nie ma miejsca w naszych władzach i urzędzie  na partie polityczne. To samorząd. Powinniśmy dbać o interes przede wszystkim mieszkańców gminy Nowa Sarzyna a nie o interes partyjny. Oczywiście każdy ma prawo do prezentowania własnych poglądów, czy przynależności do jakieś partii lub grupy osób, które dążą do wspólnego dobra. Obserwując jednak to, co się dzieje od kilkudziesięciu lat na arenie politycznej, nie mam zaufania do żadnej partii i żadnego polityka.
Jesteśmy niewielką gminą. W jakim celu potrzebne są nam podziały partyjne? Czy potrzebne nam są wojenki, którymi karmią nas przywódcy danej opcji?

Powinniśmy wybrać ludzi, którzy mają zaufanie społeczne. Którzy już coś dla innych bezinteresownie zrobili. Poświęcali swój czas, swoją wiedzę a nierzadko pieniądze dla innych ludzi. Takim kandydatom, nie potrzebna jest żadna pomoc ze strony partii i żadne polityczne poparcie.

Dziękuję tym wszystkim, którzy proponowali mi start w nadchodzących wyborach do rady gmin i powiatu. Jest to bardzo miłe usłyszeć taką propozycję od różnych grup i osób.
Z przyjemnością i satysfakcją chciałem ogłosić, że wchodzę w skład Komitetu Wyborczego Wyborców Współpraca Samorządowa.

Cieszanów Rock Festiwal 2014

Sierpień 23rd, 2014 Posted in Nowa Sarzyna, Pit, Wypoczynek | Brak komentarzy »

Było super. Dzięki za miłe towarzystwo Pawłom i dziewczynom. Nati była w młynie i dostała kostkę od Drężmaka. Marcin ma foto z Muńkiem z T-Love i fajną koszulkę. Ja naładowałem się pozytywną energią. Piątek uważam za udany :)

YouTube Preview Image

Od Ery do Wikingów

Sierpień 6th, 2014 Posted in Nowa Sarzyna, Pit | Brak komentarzy »

indeks
Telefon w abonamencie od samego początku tj od ponad 15 lat miałem w sieci „Era”. Później zmieniła się  w „T-mobile”. Nigdy nie było problemu z zasięgiem, ani powodu do reklamacji. BOK zawsze z jak najlepszej strony. Wszystkich namawiałem do korzystania z tej sieci.

Od kilku lat oferta T-mobile schodzi na psy, ale przyzwyczajenie pozostało. A może to lojalność? Zastanawiała mnie jednak niezrozumiała logika promocyjna T-mobile. Jak to jest, że nowych klientów traktuje się lepiej od stałych i nowi abonenci mają dużo lepszą ofertę. Kto by się jednak tym przejmował. Podpisywałem z roku na rok nowe umowy, telefony dla dzieci itd.
Jakoś tak się dzieje, że nie dzwonie dużo. Więcej telefonów odbieram niż wydzwaniam. Pakiet 40 „darmowych” minut, zawsze mi wystarczał i minuty przechodziły na następny miesiąc.. Za pakiety internetowe płaci się tam jednak jak za mokre zboże. Najtańszy pakiet z 1 GB dostępem do internetu to koszt chyba ponad 50 zł.

Te wszystkie pakiety Rodzinne, moja twoja, basiki sriki, Jumpy srumpy, są mało przejrzyste i ciężko się połapać o co w nich chodzi i  co sobie dobrać. Z resztą w innych sieciach jest podobnie. A do oferty Plusa to trzeba się po prostu dokopać.

Rozglądałem się za nowym operatorem dla siebie i dla córki, bo akurat we wrześniu nam się umowy kończą w T-mobile.images
Trafiłem na ofertę pre-paid nowego wirtualnego operatora, którego sama nazwa już zachęcała do zapoznania się z ich usługami.
Okazało się to strzałem w 10! Jasne, przejrzyste zasady, doskonała cena, super helpdesk zarówno telefoniczny jak i mailowy (sprawdziłem), a co najważniejsze oferta dobrana jak specjalnie dla nas.
Zostałem Vikingiem! :)

Oczywiście fakt, że jesteśmy z Nati właśnie po obejrzeniu ostatniego sezonu „Wikingowie” to czysty przypadek.
W dużym skrócie:
Wydatek miesięczny w kwocie 19 PLN „powoduje”:

2 GB Internetu
2000 SMS
Ponad 60 minut rozmów

Więcej nam nie trzeba. Jestem właśnie w trakcie przenoszenia numeru telefonu dla siebie i Natalii. Następny będzie Marcin. Aż dziwne, że to tak mało rozreklamowana sieć. Może po prostu nie chcą brnąć w koszty. Jak wirtualna to wirtualna. Wszystko załatwia się on-line. A może właśnie niebombardowanie konsumentów nachalnymi reklamami to właśnie atut?

Oczywiście są jeszcze inne udogodnienia takie jak doładowanie telefonu przez SMS, rok ważności konta po doładowaniu za 19 zł, doładowanie za 28 zł, a za 8 zł nieograniczone rozmowy do wszystkich wikingów i do Play. Niewykorzystane minuty na rozmowy przechodzą oczywiście na następny miesiąc itp.

Poza tym jak ktoś wpisze nr telefonu polecającego, to polecający będzie miał darmowe doładowanie w wysokości 19 zł :) Więc jak ktoś się zainteresował, wybierze tą sieć i nie ma kogo wpisać, to może wpisać mój: 660980981

plan

Właśnie o to mi chodziło. Zero abonamentu, proste zasady, przyjazny interfejs, helpdesk na e-mai, telefon i Facebook . Czekam na podobne oferty od operatorów telewizji satelitarnych :)

Spływ kajakami Trzebośnicą

Lipiec 28th, 2014 Posted in Nowa Sarzyna, Pit, Wypoczynek | Brak komentarzy »

Wehikuł czasu 2 – Rok 2005…

Lipiec 7th, 2014 Posted in Pit, Wehikuł czasu | Brak komentarzy »

gelini[Wstęp]

Na początku miałem wielką ochotę zrobić sobie kurs spadochronowy i wykonać kilka skoków. Po co ? – sam nie wiem. Może to chęć sprawdzenia siebie czy potrafię zapanować nad swoim strachem? Później zobaczyłem film o paralotniarzach. Nawiązałem kontakt z Bogdanem i Darkiem, którzy skończyli kurs paralotniowy i słuchałem z zapartym tchem ich opowiadań o lataniu i glajtach. Oczywiście sam też szukałem w sieci informacji na ten temat. Czytałem opowiadania i śledziłem cały czas grupę usenetową pl.rec.paralotnie.

[Pierwszy lot]

Z grupy dyskusyjnej dowiedziałem się, że jest organizowany kurs paralotniowy w Turbii, a to przecież około 50 km ode mnie. Więc napisałem na gg do Mariusza Nowaka z grupy, że miałbym wielką ochotę przyglądnąć się jak latają, zrobić kilka zdjęć lub nakręcić jakiś film. Mariusz powiedział, że nie ma żadnego problemu i żebym przyjechał.
Dobrze się złożyło, bo to blisko Gorzyc, więc zawiozłem zonę i dzieciaki do mamy i z bratem pojechaliśmy na lotnisko. Tam poznałem Mariusza, Gmeracza i Agnieszkę. Dynamita dopiero później, bo był przy wyciągarce.
Tam właśnie pierwszy raz leciałem na paralotni. Oczywiście w tandemie z Gmeraczem. Wrażenie niesamowite. Nie będę opisywał, bo po prostu się nie da. Nie robiłem w Turbii kursu, ponieważ już wcześniej zaplanowałem sobie, że pojadę w góry do Miedzybrodzia Żywieckiego. Byłem jeszcze w Turbii kilka razy, przyglądając się holowaniu.

[Przygotowania do kursu]

Pierwszym krokiem było namówienie kogoś na taki kurs. Wiadomo – w kilku raźniej. Z tym jednak nie było kłopotów. Ryba i Drox nie dali się długo namawiać. Pozostało tylko zebrać fundusze, załatwić urlop, kupić buty opinające kostkę, nabrać kondycji i rzucić palenie. Po części wykonałem co zaplanowałem. Gorzej było z kondycją i papierosami ale co tam, dam radę… Bodzik i Tuptuś polecali szkołę „Alti” i tam właśnie się wybieraliśmy. To równiutkie 300 km w jedną stronę. W samochodzie leci Ska-P, mamy super nastrój, jedziemy latać!

[Kurs]

Przyjazd w niedzielę, zakwaterowanie, nowe znajomości, piwo, niagara i kebab…
poniedziałek:
- już stoimy przed Niagarą i czekamy na decyzję. Poznaliśmy instruktorów: Tamarę, Wojtka i Grześka. Są mili i sympatyczni, po załatwieniu formalności poważyli nas, rozdali sprzęt i wywieźli na boisko gdzie uczyliśmy się biegać z glajtami. Rozpędzaliśmy skrzydła ale pogoda była niezbyt sprzyjająca więc zakończyliśmy naszą naukę. Odbyły się wykłady. Po wykładach piwo, niagara i kebab…

wtorek:

- pada deszcz.. Odbywają się wykłady. Później piwo i kebab…

środa:

- pada deszcz… Odbywają się wykłady. Później egzamin, piwo i kebab…

czwartek:

- idziemy latać ! To znaczy chyba zlatywać ale nieważne. Glajt i uprząż na plecy, radio, kask jest, woda do picia i na Jaworzynkę. Gdy dotarłem do lądowiska byłem już cały mokry, a przede mną jeszcze ta wysoka góra.
Z trudem dotarłem do półki, z której mieliśmy startować. Padam na trawę i nie mogę złapać tchu… Kolega obok częstuje mnie papierosem, popatrzyłem na niego jak na wariata.

Rozkładamy glajty. Najpierw leci Daniel, mój partner. Nie pamiętam czy zleciał. Potem ja…
- Biegnij! Biegnij! Biegnij! – słyszę Grześka. Biegnę, potykam się, gleba… – Start spalony.
Drugie podejście, to samo. Biegnij! Biegnij! Biegnij! słyszę Grześka a może Tamarę już nie wiem. Biegnę, potykam się, gleba… – Start spalony.

Trzecie podejście. Biegnę, odrywam się od ziemi, ręce do góry… Lecę… Jest super, lecę, skręcam w prawo. Słyszę Wojtka i robię to, co do mnie mówi ale jestem tak przejęty, że nie wiem gdzie się patrzeć. Na paralotnie? Przed siebie? Czy na dól… Kurde, chyba na dól, o cholera ziemia !! – Hamuj hamuj!! – krzyczy Wojtek. Ręce automatycznie na dól i jestem na ziemi, nawet miękkie lądowanie. Glajt na plecy i na górę.

Kolejne podejście… Układam paralotnie… Tamara sprawdza… Jazda. Biegnij! Biegnij! Biegnij! Tamara krzyczy – ręce w górę! Potykam się zaraz za dolną półką. Obracam się odruchowo w ich stronę. Uuuu… – słyszę zawiedziony jęk kolegów i Tamary. Spaliłem… Ale co tam… Wstaję i dalej biegnę póki glajt nad głową. Udało się ! Byli przekonani, że wywrotka a ja lecę :-) Słyszę śmiech. Wojtek mówi – skręć w prawo, skręcam i już go nie słucham z przejęcia… Odpuść prawą ! Hamuuuj!!! Gleba…

Zawadziłem protektorem o ziemię aż wyrwało darń. Cisza… Wstaję. Wojtek krzyczy już normalnie, nie przez radio. Ale po chwili mówi – będziesz żył. Za to Tamara przez radio nadaje – ale Piotrek! start był mistrzostwem świata! Nie wiedziałem czy mam się cieszyć czy płakać.
Potem kilka startów spalonych i kilka udanych. Po przyjściu na kwaterę prysznic i spanie… Nie chcę piwa, nie chcę kebaba…

piątek:

Pierwsze dziś podejście, W sumie tylko problem ze złapaniem oddechu, bo nóg to i tak już nie czuję. Rozmawiałem z Grześkiem, powiedziałem mu, że Daniel czeka na mnie zbyt długo i nie może się przez to nalatać. Więc Grzesiek dał mi drugiego glajta trochę większego. Ok mam już swój sprzęt jestem niezależny.
Ciężko się samemu ustawić, wszędzie porozkładane glajty, bieganina. Grzesiek mnie sprawdza. Gotowy? Biegnij! bieg… – spaliłem.

Następny start nieudany… Co jest? Próbuję znowu… Bieg, bieg, bieg.. Nie poddaję się chociaż wiem, że już nic z tego. Przewracam się, wprost w jakieś krzaki, Biegłem daleko ale upadek groźnie wyglądał. Cisza w radio… Podnoszę rękę dając znak Tamarze, że nic mi nie jest. Ok, następny do lotu. Patrzę na swoje nogi… Podrapane, całe czerwone… Nieźle muszę być poharatany skoro nóg i bólu nie czuję a tyle krwi. Przyglądam się… to nie krew, to jagody. Po prostu przewróciłem się w jagodach i rozgniotłem je. Nie wiem jak to dalej pójdzie. Wiatr nie wieje tak jak powinien, dzieżko mi rozpędzić tak dużą paralotnię. Ja mam kłopoty z bieganiem, a Ryba już ćwiczy alpejkę.

Jestem zrezygnowany. Podchodzę do Grzesia a on mnie uspokaja i mówi – jutro dostaniesz taką paralotnię, że tylko postawisz i sam będzie leciał, nic się nie martw, będzie dobrze..
Ustawiam się, próbuję dalej, bieg, piękny start, lecę… W prawo, potem w lewo, wysoko. Naprawdę nieźle. Lądowanie obok Wojtka. On już wie, że jestem zdołowany. Sergiej mówi – bardzo dobre lądowanie Piotrek. Wojtek podbiega do mnie, przybija piątkę i mówi – nie martw się, jest dobrze. Podniósł mnie na duchu trochę. Podchodzę dalej.

sobota:

Poznałem Marka. Przyjechał dolatać. Myślę sobie, że nie jest źle. Gość tez dobrze waży, też pali więc brak kondycji jest chyba przyczyną moich niepowodzeń. Drox daje sobie nieźle radę. Ryba jest jednym z liderów kursu, tylko ja mam jeszcze mało lotów.
Dostajemy jakiegoś dużego Spejsa i ogień pod górę. Wszedłem z Markiem i jego synem. Marek zapala papierosa, rozbawia mnie tym. Na stoku zapaliłem może 3 razy w ciągu tych kilku dni. Startujesz? – pytam. – nie, dla mnie musi wiać chociaż troszeczkę a teraz jest cisza – odpowiada. Pomaga mi się rozłożyć, jego syn też. Glajt ma więcej taśm niż tamten Fenix. Ustawiam się, Grzesiek mnie wypuszcza i… palę start.

Marek ze swoim synem szybko mi rozkładają paralotnię. Grześ pyta – gotowy? to leć. Postawiłem dynamicznie glajta, zrobiłem kilka kroków i lecę… Nie wiedziałem co jest grane, sam mnie porwał do góry. Lecę… Dosyć długo i wysoko.. W prawo, potem w lewo. Lądować już się nauczyłem ładnie… Staję na ziemi, tak jak bym wstawał z krzesła. Paralotnia układa się równo za mną… Jestem szczęśliwy. Nie mogłeś od razu dać mi tego glajta? – krzyczę do Wojtka – Nie !! bo byś się biegać nie nauczył – odpowiada.

Leci Marek, nawet nieźle, potem znowu ja. Już wyczułem co jest grane. Stawiam skrzydło, bieg i lecę.. Najlepszym dniem do latania była dla mnie właśnie sobota.. Jestem szczęśliwy i dumny z siebie.

niedziela:

Już wiedziałem, że mam za mało lotów. Grześ mówi – spokojnie, zlecisz dziś pięć razy dobrze i masz zaliczone. W sumie dzieckiem nie jestem, płakać nie będę :) Mogę zlecieć i 20 razy dziś, żeby tylko ktoś mnie wynosił pod tą górę.

Układam glajta.. lecę .. lądowanie przed Wojtkiem. Super wyszło. Wychodzę… Czuję, że serce mi bije dosyć mocno, słońce grzeje, jest mi bardzo ciężko. Co kilka kroków przystanek, ciemno przed oczami, światełko w tunelu :) i męska decyzja…
Dosyć! Nie dam rady. Dochodzę na stok, mówię Grzesiowi, że kondycyjnie nie wyrobię kilku podejść i boję się trochę o siebie. Grześ mówi – nie ma sprawy. Latasz dobrze, licencję dostaniesz, ale po odbiór przyjedziesz i dolatasz wtedy kilka razy. Odpocznij sobie, nic się nie dzieje.

Rozłożyłem skrzydło, przecież nie będę z góry schodził skoro mogę zlecieć ;-)
Grześ mówi przez radio do Wojtka, że lecę już dziś ostatni raz. Wojtek odpowiada – ok niech leci. Stawiam paralotnię, biegnę kilka kroków, lecę… Nic przez radio nie słyszę, nie instruują mnie już, zakręt w prawo, potem w lewo, pod wiatr… Lądowanie z klasą przed Wojtkiem… Aż szlag mnie trafia, wszystko leci super, polatałbym jeszcze, ale czuję, że już nie wyjdę pod górę więcej. Zakląłem cicho na swoją nadwagę, papierosy, siedzący tryb życia i powiedziałem sobie, że jak teraz nad sobą nie popracuję to chyba już nigdy.

Potem odbyło się laszowanie na pilota, oczywiście trzeba było coś za tą licencję ciekawego zrobić. Mnie wypadło zatańczyć z kolegami „Jezioro Łabędzie” co wyszło mi chyba nieźle, ku uciesze pozostałych :) Potem wpis do księgi pamiątkowej, zdjęcia.
Od przyjazdu do domu nie palę już, po 14 latach intensywnego nałogu.

[Zakończenie]

Latanie to cudowna rzecz. Wiem, że będę latał na paralotni. Składam teraz powoli na swój sprzęt ale pomimo tego, będę starał się być w Międzybrodziu co najmniej raz w miesiącu.
Wojtek, Tamara, Grzesiek to wspaniali instruktorzy. Można im zaufać.
Polecam tą szkołę latania. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie potrafię jeszcze dobrze latać ale wierzę w to, że nie pozwolą mi zrobić sobie krzywdy. Myślę, że samodzielne loty będę wykonywał wtedy, gdy wyraźnie od nich usłyszę, że już jestem na tyle dobry, że mogę latać samodzielnie z innych górek.

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 15 16 17 Następna