"Władza imponuje tylko małym ludziom…"- Ks. Kard. Stefan Wyszyński

Spływ kajakami Trzebośnicą

Lipiec 28th, 2014 Posted in Nowa Sarzyna, Pit, Wypoczynek | Brak komentarzy »

Wehikuł czasu 2 – Rok 2005…

Lipiec 7th, 2014 Posted in Pit, Wehikuł czasu | Brak komentarzy »

gelini[Wstęp]

Na początku miałem wielką ochotę zrobić sobie kurs spadochronowy i wykonać kilka skoków. Po co ? – sam nie wiem. Może to chęć sprawdzenia siebie czy potrafię zapanować nad swoim strachem? Później zobaczyłem film o paralotniarzach. Nawiązałem kontakt z Bogdanem i Darkiem, którzy skończyli kurs paralotniowy i słuchałem z zapartym tchem ich opowiadań o lataniu i glajtach. Oczywiście sam też szukałem w sieci informacji na ten temat. Czytałem opowiadania i śledziłem cały czas grupę usenetową pl.rec.paralotnie.

[Pierwszy lot]

Z grupy dyskusyjnej dowiedziałem się, że jest organizowany kurs paralotniowy w Turbii, a to przecież około 50 km ode mnie. Więc napisałem na gg do Mariusza Nowaka z grupy, że miałbym wielką ochotę przyglądnąć się jak latają, zrobić kilka zdjęć lub nakręcić jakiś film. Mariusz powiedział, że nie ma żadnego problemu i żebym przyjechał.
Dobrze się złożyło, bo to blisko Gorzyc, więc zawiozłem zonę i dzieciaki do mamy i z bratem pojechaliśmy na lotnisko. Tam poznałem Mariusza, Gmeracza i Agnieszkę. Dynamita dopiero później, bo był przy wyciągarce.
Tam właśnie pierwszy raz leciałem na paralotni. Oczywiście w tandemie z Gmeraczem. Wrażenie niesamowite. Nie będę opisywał, bo po prostu się nie da. Nie robiłem w Turbii kursu, ponieważ już wcześniej zaplanowałem sobie, że pojadę w góry do Miedzybrodzia Żywieckiego. Byłem jeszcze w Turbii kilka razy, przyglądając się holowaniu.

[Przygotowania do kursu]

Pierwszym krokiem było namówienie kogoś na taki kurs. Wiadomo – w kilku raźniej. Z tym jednak nie było kłopotów. Ryba i Drox nie dali się długo namawiać. Pozostało tylko zebrać fundusze, załatwić urlop, kupić buty opinające kostkę, nabrać kondycji i rzucić palenie. Po części wykonałem co zaplanowałem. Gorzej było z kondycją i papierosami ale co tam, dam radę… Bodzik i Tuptuś polecali szkołę „Alti” i tam właśnie się wybieraliśmy. To równiutkie 300 km w jedną stronę. W samochodzie leci Ska-P, mamy super nastrój, jedziemy latać!

[Kurs]

Przyjazd w niedzielę, zakwaterowanie, nowe znajomości, piwo, niagara i kebab…
poniedziałek:
- już stoimy przed Niagarą i czekamy na decyzję. Poznaliśmy instruktorów: Tamarę, Wojtka i Grześka. Są mili i sympatyczni, po załatwieniu formalności poważyli nas, rozdali sprzęt i wywieźli na boisko gdzie uczyliśmy się biegać z glajtami. Rozpędzaliśmy skrzydła ale pogoda była niezbyt sprzyjająca więc zakończyliśmy naszą naukę. Odbyły się wykłady. Po wykładach piwo, niagara i kebab…

wtorek:

- pada deszcz.. Odbywają się wykłady. Później piwo i kebab…

środa:

- pada deszcz… Odbywają się wykłady. Później egzamin, piwo i kebab…

czwartek:

- idziemy latać ! To znaczy chyba zlatywać ale nieważne. Glajt i uprząż na plecy, radio, kask jest, woda do picia i na Jaworzynkę. Gdy dotarłem do lądowiska byłem już cały mokry, a przede mną jeszcze ta wysoka góra.
Z trudem dotarłem do półki, z której mieliśmy startować. Padam na trawę i nie mogę złapać tchu… Kolega obok częstuje mnie papierosem, popatrzyłem na niego jak na wariata.

Rozkładamy glajty. Najpierw leci Daniel, mój partner. Nie pamiętam czy zleciał. Potem ja…
- Biegnij! Biegnij! Biegnij! – słyszę Grześka. Biegnę, potykam się, gleba… – Start spalony.
Drugie podejście, to samo. Biegnij! Biegnij! Biegnij! słyszę Grześka a może Tamarę już nie wiem. Biegnę, potykam się, gleba… – Start spalony.

Trzecie podejście. Biegnę, odrywam się od ziemi, ręce do góry… Lecę… Jest super, lecę, skręcam w prawo. Słyszę Wojtka i robię to, co do mnie mówi ale jestem tak przejęty, że nie wiem gdzie się patrzeć. Na paralotnie? Przed siebie? Czy na dól… Kurde, chyba na dól, o cholera ziemia !! – Hamuj hamuj!! – krzyczy Wojtek. Ręce automatycznie na dól i jestem na ziemi, nawet miękkie lądowanie. Glajt na plecy i na górę.

Kolejne podejście… Układam paralotnie… Tamara sprawdza… Jazda. Biegnij! Biegnij! Biegnij! Tamara krzyczy – ręce w górę! Potykam się zaraz za dolną półką. Obracam się odruchowo w ich stronę. Uuuu… – słyszę zawiedziony jęk kolegów i Tamary. Spaliłem… Ale co tam… Wstaję i dalej biegnę póki glajt nad głową. Udało się ! Byli przekonani, że wywrotka a ja lecę :-) Słyszę śmiech. Wojtek mówi – skręć w prawo, skręcam i już go nie słucham z przejęcia… Odpuść prawą ! Hamuuuj!!! Gleba…

Zawadziłem protektorem o ziemię aż wyrwało darń. Cisza… Wstaję. Wojtek krzyczy już normalnie, nie przez radio. Ale po chwili mówi – będziesz żył. Za to Tamara przez radio nadaje – ale Piotrek! start był mistrzostwem świata! Nie wiedziałem czy mam się cieszyć czy płakać.
Potem kilka startów spalonych i kilka udanych. Po przyjściu na kwaterę prysznic i spanie… Nie chcę piwa, nie chcę kebaba…

piątek:

Pierwsze dziś podejście, W sumie tylko problem ze złapaniem oddechu, bo nóg to i tak już nie czuję. Rozmawiałem z Grześkiem, powiedziałem mu, że Daniel czeka na mnie zbyt długo i nie może się przez to nalatać. Więc Grzesiek dał mi drugiego glajta trochę większego. Ok mam już swój sprzęt jestem niezależny.
Ciężko się samemu ustawić, wszędzie porozkładane glajty, bieganina. Grzesiek mnie sprawdza. Gotowy? Biegnij! bieg… – spaliłem.

Następny start nieudany… Co jest? Próbuję znowu… Bieg, bieg, bieg.. Nie poddaję się chociaż wiem, że już nic z tego. Przewracam się, wprost w jakieś krzaki, Biegłem daleko ale upadek groźnie wyglądał. Cisza w radio… Podnoszę rękę dając znak Tamarze, że nic mi nie jest. Ok, następny do lotu. Patrzę na swoje nogi… Podrapane, całe czerwone… Nieźle muszę być poharatany skoro nóg i bólu nie czuję a tyle krwi. Przyglądam się… to nie krew, to jagody. Po prostu przewróciłem się w jagodach i rozgniotłem je. Nie wiem jak to dalej pójdzie. Wiatr nie wieje tak jak powinien, dzieżko mi rozpędzić tak dużą paralotnię. Ja mam kłopoty z bieganiem, a Ryba już ćwiczy alpejkę.

Jestem zrezygnowany. Podchodzę do Grzesia a on mnie uspokaja i mówi – jutro dostaniesz taką paralotnię, że tylko postawisz i sam będzie leciał, nic się nie martw, będzie dobrze..
Ustawiam się, próbuję dalej, bieg, piękny start, lecę… W prawo, potem w lewo, wysoko. Naprawdę nieźle. Lądowanie obok Wojtka. On już wie, że jestem zdołowany. Sergiej mówi – bardzo dobre lądowanie Piotrek. Wojtek podbiega do mnie, przybija piątkę i mówi – nie martw się, jest dobrze. Podniósł mnie na duchu trochę. Podchodzę dalej.

sobota:

Poznałem Marka. Przyjechał dolatać. Myślę sobie, że nie jest źle. Gość tez dobrze waży, też pali więc brak kondycji jest chyba przyczyną moich niepowodzeń. Drox daje sobie nieźle radę. Ryba jest jednym z liderów kursu, tylko ja mam jeszcze mało lotów.
Dostajemy jakiegoś dużego Spejsa i ogień pod górę. Wszedłem z Markiem i jego synem. Marek zapala papierosa, rozbawia mnie tym. Na stoku zapaliłem może 3 razy w ciągu tych kilku dni. Startujesz? – pytam. – nie, dla mnie musi wiać chociaż troszeczkę a teraz jest cisza – odpowiada. Pomaga mi się rozłożyć, jego syn też. Glajt ma więcej taśm niż tamten Fenix. Ustawiam się, Grzesiek mnie wypuszcza i… palę start.

Marek ze swoim synem szybko mi rozkładają paralotnię. Grześ pyta – gotowy? to leć. Postawiłem dynamicznie glajta, zrobiłem kilka kroków i lecę… Nie wiedziałem co jest grane, sam mnie porwał do góry. Lecę… Dosyć długo i wysoko.. W prawo, potem w lewo. Lądować już się nauczyłem ładnie… Staję na ziemi, tak jak bym wstawał z krzesła. Paralotnia układa się równo za mną… Jestem szczęśliwy. Nie mogłeś od razu dać mi tego glajta? – krzyczę do Wojtka – Nie !! bo byś się biegać nie nauczył – odpowiada.

Leci Marek, nawet nieźle, potem znowu ja. Już wyczułem co jest grane. Stawiam skrzydło, bieg i lecę.. Najlepszym dniem do latania była dla mnie właśnie sobota.. Jestem szczęśliwy i dumny z siebie.

niedziela:

Już wiedziałem, że mam za mało lotów. Grześ mówi – spokojnie, zlecisz dziś pięć razy dobrze i masz zaliczone. W sumie dzieckiem nie jestem, płakać nie będę :) Mogę zlecieć i 20 razy dziś, żeby tylko ktoś mnie wynosił pod tą górę.

Układam glajta.. lecę .. lądowanie przed Wojtkiem. Super wyszło. Wychodzę… Czuję, że serce mi bije dosyć mocno, słońce grzeje, jest mi bardzo ciężko. Co kilka kroków przystanek, ciemno przed oczami, światełko w tunelu :) i męska decyzja…
Dosyć! Nie dam rady. Dochodzę na stok, mówię Grzesiowi, że kondycyjnie nie wyrobię kilku podejść i boję się trochę o siebie. Grześ mówi – nie ma sprawy. Latasz dobrze, licencję dostaniesz, ale po odbiór przyjedziesz i dolatasz wtedy kilka razy. Odpocznij sobie, nic się nie dzieje.

Rozłożyłem skrzydło, przecież nie będę z góry schodził skoro mogę zlecieć ;-)
Grześ mówi przez radio do Wojtka, że lecę już dziś ostatni raz. Wojtek odpowiada – ok niech leci. Stawiam paralotnię, biegnę kilka kroków, lecę… Nic przez radio nie słyszę, nie instruują mnie już, zakręt w prawo, potem w lewo, pod wiatr… Lądowanie z klasą przed Wojtkiem… Aż szlag mnie trafia, wszystko leci super, polatałbym jeszcze, ale czuję, że już nie wyjdę pod górę więcej. Zakląłem cicho na swoją nadwagę, papierosy, siedzący tryb życia i powiedziałem sobie, że jak teraz nad sobą nie popracuję to chyba już nigdy.

Potem odbyło się laszowanie na pilota, oczywiście trzeba było coś za tą licencję ciekawego zrobić. Mnie wypadło zatańczyć z kolegami „Jezioro Łabędzie” co wyszło mi chyba nieźle, ku uciesze pozostałych :) Potem wpis do księgi pamiątkowej, zdjęcia.
Od przyjazdu do domu nie palę już, po 14 latach intensywnego nałogu.

[Zakończenie]

Latanie to cudowna rzecz. Wiem, że będę latał na paralotni. Składam teraz powoli na swój sprzęt ale pomimo tego, będę starał się być w Międzybrodziu co najmniej raz w miesiącu.
Wojtek, Tamara, Grzesiek to wspaniali instruktorzy. Można im zaufać.
Polecam tą szkołę latania. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie potrafię jeszcze dobrze latać ale wierzę w to, że nie pozwolą mi zrobić sobie krzywdy. Myślę, że samodzielne loty będę wykonywał wtedy, gdy wyraźnie od nich usłyszę, że już jestem na tyle dobry, że mogę latać samodzielnie z innych górek.

Szukam pracy

Lipiec 1st, 2014 Posted in Nowa Sarzyna, Pit | Komentowanie nie jest możliwe

imagesNaszedł ten czas, że chciałbym zmienić swoją stałą pracę. Szukam pracodawcy dzięki któremu mógłbym podwyższać swoje kwalifikacje. Może to się wydać dziwne, ale pomimo czterdziestki na karku, to zależy mi jeszcze na samorozwoju. Obecna, niestety nie spełnia już moich oczekiwań w takim stopniu jak bym tego chciał.

Pracowałem jako Administrator Sieci Informatycznej w Zakładzie Usług Energetycznych WOD-REM Sp. z o.o.  ponad 15 lat. Sam zbudowałem od podstaw sieć informatyczną w firmie, dokonywałem zakupu sprzętu i konfigurowałem go na jej potrzeby. Wdrażałem również oprogramowanie księgowe, kadrowe i magazynowe w czasach kiedy firma dopiero raczkowała pod względem używania komputerów. Współtworzyłem firmę WOD-REM i jestem jej udziałowcem.

Po godzinach, od kilku lat administruję sieciami osiedlowymi, w firmie Pro Video Studio Life i wykonuję rożne prace na umowę zlecenie. Kładę szczególny nacisk na bezpieczeństwo informacji. Moje CV można zobaczyć na goldenline

Niekoniecznie muszę pracować jako informatyk, chociaż w tym zawodzie czuję się jak ryba w wodzie. Zależy mi jednak na stałej pracy,  gdzie mógłbym się wykazać a moje poświęcenie, sumienność w wykonywaniu obowiązków i lojalność, będzie miała wpływ na rozwój firmy. Zależy mi na pracy w zespole, gdzie ludzie szanują siebie nawzajem. Wierzę, że wzajemne zaufanie współpracowników i pracodawcy jest podstawową częścią sukcesu.

Nie mam żadnego powodu, aby narzekać na swoją obecną pracę, przełożonych, czy pracodawcę. Po prostu uważam, że człowiek potrzebuje czasem dokonywać w swoim życiu pewnych zmian.

Strange Days

Maj 30th, 2014 Posted in Nowa Sarzyna, Pit, Wypoczynek | 1 komentarz »

pit

Trochę zaniedbałem swoje zapiski, ale ulegając namowom kolegów i koleżanek postanowiłem wrócić do pisania.
Dostałem sporego kopa od losu i jakoś ciężko mi się po tym pozbierać. Niestety podupadłem też na zdrowiu, na które miały niemały wpływ ostatnie wydarzenia, którymi raczej nie chciałbym się dzielić na forum publicznym. Powoli wychodzę z dołka, nie sądzę jednak, że szybko odzyskam psychiczną formę. Bardzo jestem wdzięczny żonie, która wspierała mnie i wspiera, w trudnych dla mnie chwilach.
Nie było też co prawda i o czym pisać, bo przecież nie będę rozpisywał się, że nasz kot miał przymusową amputacje ogona i wygląda teraz jak miś koala.

Żałuję bardzo, że nie udało mi się przygotować formy na udział w Leżajskim Biegu Zośki Turosz, który odbędzie się w tę sobotę. Takie miałem ambitne plany nabrać kondycji, na długo oczekiwany bieg i niestety nie udało się. Będziemy jednak całą rodziną kibicować Pawłowi. Z pozytywnych rzeczy to ta, że wróciłem do programowania w Java. Dłubiąc w kodzie, trochę wyłączam się od problemów.

Z ostatnich ciekawych przeżyć było na pewno kolejne spotkanie z Luxtorpedą. Po koncertach tej grupy zawsze ładuję się pozytywną energią. Do Rzeszowa Pojechaliśmy z Natalią, Izą i Pawłem i poczułem się jak 25 lat temu, kiedy jako młody chłopak jeździłem na różne festiwale i koncerty, co ciekawe też z Pawłem. Teraz, przezywając to samo ze swoją córką, robi się jakoś lepiej, że ma taki sam gust muzyczny i nie słucha jakiejś mało ambitnej muzyki. Teraz czeka nas zakup nowej płyty Luxtorpedy i PIĘĆ DWA.

Po występie Farben Lehre zagrali właśnie oni. Ostre brzmienie, fantastyczne teksty, doskonały duet Litzy i Hansa. Krzyżyk szalał na perkusji a Drężmak i Kmieta czarowali na na swoich „wiosłach”.
Jak zwykle udało nam się zamienić kilka słów po koncercie z Litzą i zrobić pamiątkowe zdjęcie. Dzięki Robert.

litza

Drugim wydarzeniem był wyjazd z ekipą Leżajskiego Klubu Kyokushin Karate do Krosna na XVI Mistrzostwa Podkarpacia. Wyjazd taki to dużo emocji i spora satysfakcja, z wygranych naszych młodych zawodników. Natalia startowała w konkurencji Kata i Kumite. Był to pierwszy udział w mistrzostwach tej rangi i pomimo tego, że nie zdobyła miejsca na podium, to była bardzo zadowolona i obiecała sobie ciężka pracę na kolejne zawody.

Nati

Tu należą się podziękowania dla Artura, Pawła i Izy za poświęcenie większej uwagi Natalce na treningach, a także Adamowi i Hubertowi, za cenne wskazówki na turnieju przed walką.

W konkurencji Kata, Natalia dostałą się do drugiej tury ale nie zakwalifikowała się na podium, bo poziom jednak był dosyć wysoki. Kata jednak robi coraz lepiej. W walce starła się z Olą z Jasła, posiadaczką zielonego pasa, która wygrała ten turniej pokonując swoje rywalki doświadczeniem i umiejętnościami. Ola okazała się miłą dziewczyną, z którą miałem okazje porozmawiać. Pogratulowała Natalce walki.

Czerwiec będzie dosyć ciekawy. Czeka mnie walne zebranie wspólników, na którym zwykle mam najwięcej pracy, bo obsługuje je od strony technicznej.
Kolejny turniej karate „Tataria CUP” o Puchar Burmistrza Nowej Sarzyny.
Kolejny koncert Luxtorpedy, na który chce zabrać też Marcinka (mają grać w Łańcucie, więc grzechem byłoby nie jechać).
Egzamin na żółty pas.
Jakaś dziwna sprawa sądowa dotycząca Prezesa Zakładów Chemicznych, na której mam zeznawać jako świadek.
Przyjazd dzieci z USA i coroczny wyjazd na żagle z przyjaciółmi.

Biorę też udział w ciekawym projekcie lokalnego stowarzyszenia, ale o tym później, żeby nie zapeszać…

Pozdrawiam wszystkich czytających.

„Ale czy warto? Może nie warto? Ech, chyba warto”…

Styczeń 9th, 2014 Posted in Nowa Sarzyna, Pit | 2 komentarzy »

youtubeOstatnio w modzie są tak zwane videoblogi, czyli kilkuminutowe filmiki prezentujące poglądy, lub porady autora strony.
Za blogera się nie uważam, ale nie miałbym specjalnie oporów w tego rodzaju przekazie. Moje przemyślenia i zapiski mogę tak samo przedstawić oficjalnie do kamery, podobnie jak swojemu rozmówcy prosto w oczy.  Anonimowość nigdy mi nie była potrzebna, no może poza wyjadaniem pierogów z kuchni.

Po każdym wpisie przez kilka dni mam od 200 do 300 odwiedzin dziennie, a przy dłuższej przerwie około 50 osób na dobę odwiedza moją stronę. Warunki techniczne mam, bo jestem w posiadaniu kamery HD, a montaż filmu nie stanowi dla mnie większego problemu.
Tematów do omówienia jest sporo i z powodzeniem mógłbym odpowiadać na pytania zadawane w komentarzach. Skupiłbym się głównie na sprawach Nowej Sarzyny i okolic.
Nie jestem jeszcze zdecydowany i nie wiem czy to dobry pomysł, więc zachęcam do wzięcia udziału w poglądowej ankiecie, lub skomentowania pomysłu.

Czy videoblog to dobry pomysł w 'Zapiskach Pita' ?
  • Tak
  • Nie
  • Warto spróbować

 

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 15 16 17 Następna